czwartek, 2 sierpnia 2012

O encyklice Humanae vitae, czyli myśl o posoborowej rebelii teologicznej cz. I

       Ks. Charles Curran z całą pewnością zaliczał się do awangardy nowego pokolenia teologów. W 1968 roku miał zaledwie trzydzieści cztery lata, a już piastował odpowiedzialne stanowiska profesora teologii moralnej na Katolickim Uniwersytecie Amerykańskim i zastępcy prezydenta Katolickiego Stowarzyszenia Teologicznego w Ameryce. On sam, zresztą tak jak i wielu innych księży ''nowej daty'' był przekonany o tym, że z dawna oczekiwany papieski dokument o prokreacji i kontroli urodzin wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom współczesnego człowieka i zmieni dotychczasową naukę Kościoła.
     Wkrótce po zakończeniu Soboru Watykańskiego II Paweł VI zdecydował się poszerzyć skład ustanowionej przez Jana XXIII Komisji, która zajęła się tematyką ludzkiej seksualności. Jeszcze nim ostatecznym wynik prac ekspertów dotarł na biurko papieża prasa, radio, telewizja oraz autorzy niezliczonej ilości publikacji zgodnie ogłosili, że tradycyjne nauczanie katolickie w obliczu nowych wymagań społecznych (''przeludnienie świata'' i ''równouprawnienie kobiet'') musi zostać zmienione. W ich mniemaniu antidotum na te problemy miała stać się pigułka antykoncepcyjna.
       25 lipca 1968 r. ukazał się encyklika Humanae vitae, w której papież Montini, wbrew opinii ekspertów Komisji, licznym teologom, a nawet niektórym hierarchom Kościoła (kardynałowie: Suenens, Alfrink, König, Döpfner) potwierdził, że: "Małżeństwo i miłość małżeńska z natury swej skierowane są ku płodzeniu i wychowywaniu potomstwa. Dzieci są najcenniejszym darem małżeństwa i samym rodzicom przynoszą najwięcej dobra", i że ''akt wzajemnej miłości dokonany z uszczerbkiem dla zdolności przekazywania życia (...) pozostaje w sprzeczności zarówno z planem Bożym, według którego małżeństwo zostało ustanowione, jak i z Wolą Pierwszego Twórcy ludzkiego życia''. Dodając: ''Jeżeli więc ktoś korzysta z tego daru Bożego pozbawiając go, choćby tylko częściowo, właściwego znaczenia i celowości, działa wbrew naturze tak mężczyzny jak i kobiety, a także wbrew głębokiemu ich zespoleniu. I właśnie dlatego sprzeciwia się planowi Boga i Jego świętej woli''.
       Zaledwie kilka dni później z inicjatywy ks. Currana na łamach New York Timesa ukazało się oświadczenie kontestujące ten papieski dokument. Argumentacja publikacji, jak i treści w niej zawarte mają, moim zdaniem, fundamentalne znaczenie dla zrozumienia zjawiska posoborowego odrzucenia, tak nauczania Kościoła katolickiego w zakresie ludzkiej płciowości, jak i zakwestionowania samego papieskiego autorytetu nauczycielskiego. Dokument ten stał się bowiem sztandarowym tekstem dla postawy, którą dziś zwykliśmy określać kategorią hermeneutki zerwania. Oto jego tekst:
       ''Jako katoliccy teolodzy z szacunkiem uznajemy edukacyjną rolę Magisterium hierarchicznego w Kościele Chrystusa. Niemniej jednak chrześcijańska tradycja przyznaje teologom specjalną odpowiedzialność w ocenie i interpretacji aktów Magisterium w świetle całości danych teologicznych obecnych w każdej kwestii i deklaracji. Przedstawiamy zatem pierwszy komentarz do encykliki Pawła VI o regulacji narodzin. 
       Encyklika, jako dokument, nie zawiera nauczania nieomylnego. Sama historia poucza nas, że liczne deklaracje podobnego lub nawet większego znaczenia były w późniejszym czasie uznane za niewystarczające lub wręcz błędne. Poprzednie autorytatywne wypowiedzi Magisterium dotyczące: wolności religijnej, pożyczek finansowych na procent, prawa do milczenia i celów małżeństwa z biegiem czasu zostały poprawione. Encyklika Pawła VI zawiera wiele wartościowych treści jednak nie możemy w niej zaakceptować ani przedstawionej eklezjologii, ani zastosowanej metodologii. Nie korespondują one bowiem z autentyczną samoświadomością Kościoła w sposób, w jaki została ona przedstawiona w dokumentach Soboru Watykańskiego II. Encyklika w swej wewnętrznej logice zakłada, że Kościół ma się identyfikować z hierarchią. Nie zwrócono natomiast w niej uwagi na świadectwo życia Kościoła w jego całości, a w sposób szczególny zostało pominięte milczeniem świadectwo wielu katolickich par. Humanae vitae powstrzymuje się również od uznania świadectwa kościołów i odłączonych wspólnot chrześcijańskich, zamyka oczy na świadectwo wielu ludzi dobrej woli i nie zwraca wystarczającej uwagi na rozwój etyki, który dokonał się pod wpływem współczesnej wiedzy. Następnie Encyklika prezentuje zacieśnioną i pozytywistyczną wizję władzy papieskiej, o czym świadczy odrzucenie, tak większościowej opinii przedstawionej przez Komisję powołaną do rozwiązania tej kwestii, jak i głosu dużej części międzynarodowej grupy katolickich teologów.
       Dlatego też nie podzielamy niektórych etycznych wniosków w niej zawartych. Bazują się one bowiem na niepełnym pojęciu prawa naturalnego. W dokumencie tym zignorowano wielorakość form teorii tego prawa, jak również to, że miarodajni filozofowie prezentują w tej kwestii odmienne opinie. Również ''raport mniejszości'' papieskiej Komisji [głos teologów, którzy zakwestionowali ustalenia większości ekspertów - przyp. K.I.] przedstawia poważne problemy w próbie ostatecznego rozwiązania kwestii niemoralności antykoncepcji opierając się jedynie na teorii prawa naturalnego. Innymi brakami tego dokumentu są: zwrócenie zbyt dużej uwagi na aspekty biologiczne stosunków seksualnych przedstawionych jako etycznie normatywne; przesadne akcentowanie aktu seksualnego i seksualnych możności człowieka w oderwaniu od osoby i pary; przyjęcie statycznej wizji świata, która minimalizuje historyczny i ewolucyjny charakter ludzkości tak, jak została ona przedstawiona w Konstytucji pastoralnej o Kościele w świecie współczesnym Soboru Watykańskiego II; niczym nie uzasadnione założenia o szkodliwości metod sztucznej kontroli urodzin; niewrażliwość na nauczanie Soboru Watykańskiego II, który zwrócił uwagę na to, że przedłużająca się abstynencja seksualna może być niebezpieczna dla wierności małżeńskiej i może szkodzić płodności; prawie całkowite pominięcie problemu godności milionów istnień ludzkich zrodzonych bez najmniejszych szans na ich utrzymanie i edukację. Rzeczywiście, Humanae vitae w żaden sposób nie rozwija nauczania Piusa XI zawartego w encyklice Casti Connubii, której to ostateczne konkluzje zostały zakwestionowane z wielu poważnych powodów. Te kwestie, odrzuciwszy głos Vaticanum II, potraktowano nieodpowiednio, ograniczając się jedynie do powtórzenia poprzedniego nauczania. 
       Jest opinią powszechnie przyjętą w Kościele, że katolicy mają prawo nie zgadzać z nauczaniem autorytatywnym (w przeciwieństwie do nieomylnego) kiedy istnieją ku temu odpowiednie racje. A zatem jako teolodzy katoliccy, świadomi tak naszego obowiązku, jak i naszych limitów oświadczamy, że małżonkowie postępując według własnego sumienia, mogą odpowiedzialnie decydować o używaniu sztucznych środków antykoncepcyjnych, i że jest ono w niektórych sytuacjach nie tylko dozwolone lecz niekiedy konieczne dla zachowania i rozwijania walorów oraz świętości samego małżeństwa. Jesteśmy również przekonani, że autentyczne zaangażowanie się w misterium Chrystusa i Kościoła wymaga w tym momencie od wszystkich teologów katolickich szczerego wypowiedzenia się w tej kwestii". 
Mater Ecclesiae - ora pro nobis!

piątek, 15 czerwca 2012

Dwa trzęsienia ziemi, czyli myśl o obowiązującej w mediach poprawności obyczajowej

Jeszcze do przedwczoraj najważniejszą wiadomością powtarzaną nieustannie przez wszystkie włoskie media była informacja o tragicznym w swych skutkach trzęsieniu ziemi, które przed ponad trzema tygodniami dotknęło swą niszczącą siłą pogranicze dwóch północnych prowincji kraju – Reggio Emilia i Modena. Nazajutrz po kataklizmie, podano wstępne szacunki dotyczące liczby ofiar i rannych, poniesionych strat materialnych oraz mocy najsilniejszego ze wstrząsów, który według włoskich sejsmologów wyniósł 5,9 stopni w skali Richtera. Okazało się jednak, że w całym tragicznym bilansie katastrofy ta ostatnia informacja była … niezwykle pomyślna dla tutejszego rządu. Dlaczego? Otóż według obowiązującego we Włoszech prawa w przypadku trzęsienia ziemi przekraczającego sześć stopni na barki budżetu państwa spada obowiązek całkowitego pokrycia szkód w dotkniętym żywiołem regionie. W dobie ekonomicznego kryzysu owa 0,1 stopnia to coś znacznie więcej niż przysłowiowe szczęście w nieszczęściu.
Jednak od wczorajszego popołudnia obrazy zniszczonych budynków, wyludnionych ulic, koczujących pod namiotami ludzi, ba nawet najświeższe wieści z polsko-ukraińskiego championatu zastąpiła informacja stokroć przewyższająca swą siłą rażenia wszystkie razem, trwające po dziś dzień, wstrząsy.
Cóż się takiego stało? Jakiś konflikt pomiędzy piłkarzami? Nowy skandal w Watykanie? Ujawniono kolejne ″wyczyny″ byłego premiera Berlusconiego? Nic z tych rzeczy! Jeszcze gorzej!!! Otóż podczas przedmeczowej konferencji prasowej napastnik niebieskich Antonio Cassano, pół żartem pół serio, ośmielił się powiedzieć, że jego zdaniem ″w ich drużynie narodowej … nie ma żadnego homoseksualisty!″.
W eterze i cyberprzestrzeni zawrzało! Jak to nie ma? Jak on śmiał? Przecież wiadomo, ″że około 20% ludzkiej populacji to homoseksualiści, z czego jedynie połowa z nich zdaje sobie z tego sprawę″. Jakże więc miałoby ich zabraknąć we włoskiej ekipie? Nawet jak o tym nie wiedzą, to z pewnością nimi są! Ba, może nawet i sam Cassano…
Na tym jednak nie koniec tych bulwersujących informacji. Gdyby bowiem słowa te padły z ust katolika, no choćby chrześcijanina, medialny świat sprawdzonymi metodami umiałby skanalizować jedynie słuszne w takich przypadkach oburzenie i zrzucić całą winę za ten niewybaczalny postępek na barki nietolerancji, rasizmu, ksenofobii i faszyzmu: papieża, Kościoła oraz wiernych (koniecznie w tej kolejności). Ale zdanie to wypowiedział zadeklarowany ateista, człowiek, który nie czyni znaku krzyża ilekroć wchodzi na boisko i nie podnosi rąk w modlitewnym geście kiedy strzela gola. Skandal, skandal, skandal – po trzykroć skandal !!!
Na nic zdały się oficjalne przeprosiny. Na nic słowa, że piłkarz nikogo nie chciał obrazić, i że mówił tylko to, co myśli. Telewizja we wszystkich kanałach, radio na wszystkich częstotliwościach, prasa każdą wielkością drukarskiej czcionki ubolewają, przepraszają, współczują, wpadając w absurd obowiązującego dziś powszechnie obyczajowego savoir-vivru.
Savoir-vivre. Na czym on polega? Zasady dobrego zachowywania się we współczesnym świecie są niezwykle proste. Nie wolno mówić inaczej niż media. Nie wolno jest nawet myśleć inaczej niż one, gdyż jak mawia klasyk: ″już samo myślenie jest zbrodnią″. Nie można mieć co do pewnych kwestii żadnych wątpliwości, rzecz jasna w imię równości i wolności, a tym, którzy ośmieliliby się nawet nie zakwestionować, nawet nie podważyć, ale jedynie zażartować z pewnych tematów, tak jak to miało miejsce w przypadku Cassano, trzeba stanowczo przypomnieć kto we współczesnym świecie pełni funkcję magistra elegantiarum. I dodam, że należy to zrobić za każdym razem i za wszelką cenę, nawet kosztem dotkniętych trzęsieniem ziemi współobywateli.
Kończę informacją, którą dosłownie przed chwilą udało mi się znaleźć w internecie. Według Seismological Society of America i Swiss Seismological Service [SED] siła najsilniejszego z wstrząsów, które w nocy z 19/20 maja dotknęła północne Włochy wyniosła 6,1 stopni w skali Richtera. Póki co w telewizji nie pojawił się na temat rozbieżności w pomiarach żaden reportaż. Żadna gazeta nie zainteresowała się tym tak ważnym wątkiem dla żyjących pod gołym niebem ludzi. No ale jeśli ma się takie tematy jak ten z Cassano, nie można mówić i pisać o wszystkim.
Speculum Iustitiae – ora pro nobis!

środa, 6 czerwca 2012

″Hoc est enim Corpus Meum″, czyli myśl o rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii


″Dogmat dan jest do wierzenia, że się w Ciało chleb przemienia, wino zaś w najświętszą Krew. 
Gdzie zmysł darmo dojść się stara serca żywa krzepi wiara porządkowi rzeczy wbrew″.
(Św. Tomasz z Akwinu, Sekwencja Lauda, Sion, Salvatorem)

Od czasów Apostołów Kościół otacza największą czcią, zgłębia w teologicznym studium i przekazuje kolejnym pokoleniom wiernych naukę według której:

″Pan Jezus tej nocy, której był wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał go i rzekł: «Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje, które za was będzie wydane. To czyńcie na moją pamiątkę». Podobnie, po wieczerzy wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. To czyńcie, ilekroć pić będziecie na moją pamiątkę». Ile razy bowiem ten chleb spożywać, a kielich pić będziecie, śmierć Pańską będziecie zwiastować, aż przyjdzie. Tak więc ktokolwiek spożywałby ten chleb albo pił z Pańskiego kielicha niegodnie, winien będzie Jego Ciała i Krwi″. Św. Paweł z Tarsu, (+ ok. 67 r.).

″Eucharystia jest Ciałem naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, tym samym, które cierpiało za nasze grzechy, i które zostało wskrzeszone z martwych dzięki dobroci Ojca″. Św. Ignacy Antiocheński (+ ok. 107).

″Eucharystia nie jest bowiem zwykłym chlebem i zwykłym napojem. Tak bowiem, jak mocą bożego słowa Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, wcielając się przyjął Ciało i Krew dla naszego zbawienia, tak również i pokarm konsekrowany mocą słów modlitwy ustanowionej przez Niego (…) jest Ciałem i Krwią Chrystusa, który przyjął ludzkie ciało″. Św. Justyn Męczennik (+ ok. 165).

″Kto w rzeczywistości jest większym kapłanem od naszego Pana Jezusa Chrystusa, który Bogu Ojcu złożył w ofierze dokładnie to, co Melchizedek, chleb i wino, czyli rzecz jasna, swoje Ciało i swoją Krew?″. Św. Cyprian Męczennik (+ 258).

″Połamał chleb swymi rękami jako sakrament ofiary swojego Ciała i napełnił kielich sakramentu ofiary swoją Krwią″. Św. Efrem Syryjczyk (+ 373).

         ″[Chrystus] ofiaruje samego siebie za nas, składa się w ofierze, będąc jednocześnie Kapłanem i Bożym Barankiem, który gładzi grzechy świata. Kiedy On tego dokonał? Uczynił to wówczas, kiedy dał swoim uczniom swoje Ciało i Krew do spożycia″. Św. Grzegorz z Nysy (+ 394).

         ″To nie człowiek sprawia, że dary złożone na ołtarzu stają się Ciałem i Krwią Chrystusa, ale to sam Chrystus, który został za nas ukrzyżowany″. Św. Jan Złotousty (+ 407).

         ″Poprzez ustanowienie sakramentu swojego Ciała i Krwi Chrystus pouczył uczniów, którzy razem z Nim spożywali wieczerzę (…) jaka ofiara powinna być składana Bogu″. Św. Leon Wielki, papież (+ 461).

         ″Wszystko, co dokonuje się w tej ofierze Ciała i Krwi jest misterium. Rzeczywiście inną rzecz się widzi, a inną się przyjmuje. (…) A zatem ofiara chleba i wina jest wspomnieniem i zarazem głoszeniem śmierci Zbawiciela″. bp Hinkmar z Reims (+ 882).

         ″Wierzę całym sercem i wyznaję moimi ustami, że chleb i wino, które są złożone na ołtarzu, mocą misterium, świętej modlitwy i słów naszego Odkupiciela, zostają przekształcone substancjalnie w żywe, prawdziwe i dające życie Ciało i Krew naszego Pana Jezusa Chrystusa, i że po słowach konsekracji chleb jest prawdziwym Ciałem Chrystusa, który narodził się z Dziewicy Maryi, który dla zbawienia świata został przybity do krzyża, i który zasiada po prawicy Ojca oraz że wino jest prawdziwą Krwią Chrystusa, która wypłynęła z Jego boku. (…)″. Wyznanie wiary Synodu Rzymskiego przedstawione Berengariuszowi z Tours (1079).

         ″Jeden jest przeto Kościół, poza którym nikt nie może być zbawiony, w którym też Jezus Chrystus jest kapłanem i jednocześnie ofiarą, a którego Ciało i Krew są prawdziwie zawarte w sakramencie ołtarza pod postaciami chleba i wina po przeistoczeniu (transsubstancjacji) mocą Bożą, chleba w Ciało i wina w Krew″. Sobór Laterański IV (1215).

         ″Doszło do Naszych uszu, twoje twierdzenie, że jakoby najświętsze Ciało naszego Pana Jezusa Chrystusa nie jest rzeczywiście obecne na ołtarzu, ale że chleb konsekrowany jest jedynie jego znakiem. (…). Ta opinia rozeszła się i kiedy dotarła do Nas nie mało nas zgorszyła. Nie możemy w to uwierzyć, że śmiałeś wypowiedzieć słowa, które wyrażają jawną herezję i odrzucają prawdę o tym sakramencie″. Klemensa IV, papież do abp. Maurino z Narbony (+ ok. 1250).

         ″Tu wszystko przemienia się całkowicie, ponieważ chleb staje się Ciałem Chrystusa i każda z poszczególnych jego części przemienia się w taki sposób, że materia chleba staje się materią Ciała Chrystusa i forma substancjalna chleba staje się formą Ciała Chrystusa″. Św. Tomasz z Akwinu (+ 1274)

         ″Formą tego sakramentu są słowa Zbawiciela, którymi osobiście ustanowił ten sakrament, kapłan natomiast wypowiadając te słowa sprawuje go w osobie Chrystusa. A zatem mocą tychże słów substancja chleba przemienia się w Ciało Chrystusa, a substancja wina w Jego Krew, tak jednak, że Chrystus jest obecny cały pod postacią chleba i cały pod postacią wina″. Sobór Florencki (1438-1445).

         ″Gdyby ktoś twierdził, że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii pozostaje substancja chleba i wina wraz z Ciałem i Krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa, i przeczył tej przedziwnej i jedynej w swoim rodzaju przemianie całej substancji chleba w Ciało i całej substancji wina w Krew, z zachowaniem jedynie postaci chleba i wina, przemianie, którą Kościół katolicki bardzo trafnie nazywa przeistoczeniem – niech będzie wyklęty!″ Sobór Trydencki (1545-1563).

         ″Nie istnieje zatem nic większego, nic bardziej godnego czci, nic bardziej świętego, nic bardziej boskiego od ofiary Mszy Świętej, podczas której, przez posługę kapłanów, są ofiarowane i złożone Bogu w ofierze za zbawienie całego świata, to samo Ciało i ta sama Krew, ten sam Bóg i Pan nasz Jezus Chrystus″. Bł. Pius IX, papież (+ 1878).

         ″Mocą słów konsekracji uobecnia się pod postacią chleba jedynie Ciało, a pod postacią wina jedynie Krew Zbawiciela, jakkolwiek przez naturalną współobecność i unię hipostatyczną pod każdą z postaci jest obecny żywy i prawdziwy Jezus Chrystus″. Św. Piusa X, papież (+ 1914)

         ″Wierzymy, że tak jak chleb i wino konsekrowane przez Pana podczas Ostatniej Wieczerzy zostały przemienione w jego Ciało i jego Krew, które wkrótce później miały zostać ofiarowane za nas na krzyżu, w identyczny sposób chleb i wino konsekrowane przez kapłana przemieniają się w Ciało i Krew Chrystusa, który jest teraz chwalebnie wywyższony w niebie″. Paweł VI, papież (+ 1978)

         ″W tym to sakramencie, rzeczywiście odnawia się ciągle z woli Chrystusa, misterium tej ofiary, którą On sam złożył Bogu Ojcu z samego Siebie na ołtarzu krzyża″. Bł. Jan Paweł II, papież (+ 2005).

         ″[Podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus] antycypował swoją śmierć i zmartwychwstanie dając swym uczniom w chlebie i winie samego Siebie, swoje Ciało i swoją Krew jako nową mannę″. Benedykt XVI, papież.

″Dusz Pasterzu, prawy Chlebie, dobry Jezu, prosim Ciebie, Ty nas paś i broń w potrzebie, 
Ty nam dobra okaż w niebie, kędy jest żyjących kraj.
Moc Twa Panie, wszystko zdoła: tu nas karmisz z Twego stoła, 
tam gdzie uczta trwa wesoła, w gronie niebian nasze czoła na Twe łono skłonić daj! Amen. Alleluja!″.

Fides Ecclesiae semper idem.
W przeddzień Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej
Mater Redemptoris – ora pro nobis!

poniedziałek, 28 maja 2012

Co się stało z oktawą Zesłania Ducha Świętego?, czyli kolejne pięć groszy do Reformy reformy liturgicznej

       Myśl tę zacznę od historii, którą słyszałem na własne uszy od dwóch, jak dla mnie niekwestionowanych autorytetów w dziedzinie liturgii oraz wiarygodnych świadków najnowszej historii Kościoła: byłego opata benedyktyńskiego klasztoru we francuskim Fontgambault - o. Antoine Forgeot i Alice von Hildebrand, żony jednego z największych katolickich filozofów XX w. - Dietricha von Hildebranda. Otóż, według ich opowieści, w 1970 r., tj. w pierwszym roku obowiązywania nowego kalendarza liturgicznego, następnego dnia po Uroczystości Zesłania Ducha Świętego, papież Paweł VI, po zejściu do zakrystii w Bazylice św. Piotra widząc przygotowany zielony ornat, w którym miał odprawiać Mszę Świętą zapytał: "Co się stało z oktawą Zesłania Ducha Świętego?", a usłyszawszy, że została ona zniesiona miał szczerze się rozpłakać. Jeśli tak rzeczywiście było, w co osobiście z przedstawionych powyżej powodów nie wątpię, to w związku z tym wydarzeniem co najmniej dwa pytania nasuwają się same. Pierwsze z nich dotyczy okoliczności samych reform, a minowicie: "Jak to się stało, że papież nic o tym wcześniej nie wiedział?", a drugie, powodów, dla których jedno z najważniejszych świąt całego roku liturgicznego zostało pozbawione tego szczególnego czasu.
      Gdzie tkwi problem? Nieraz zdarzało się przecież, że decyzjami papieży pewne święta, wspomnienia i wigilie były na przestrzeni wieków ustanawiane, znoszone i przesuwane. Dlaczego z oktawą Zesłania Ducha Świętego miałoby być inaczej? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy zastanowić się nad naturą liturgii i pomedytować przez chwilę o tajemnicy Trójcy Przenajświętszej.
      Ortodoksja. To pochodzące z języka greckiego słowo, którego używamy dziś prawie wyłącznie jako synonim rzeczownika "prawowierność" w swym pierwotnym znaczeniu odnosi się w sposób bezpośredni nie tyle do wiary, co do liturgii. Ortodoksyjnym jest ten, kto w sposób właściwy, słuszny (gr. orthos) oddaje Bogu chwałę i cześć (gr. doxa). Nie chodzi tu jedynie o przypisany ksiągami liturgicznymi sposób zachowywania się przy ołtarzu, nie tylko o same teologiczne teksty modlitw używanych przez celebransa, o ich najściślejszą zgodność z treściami depozytu wiary (lex orandi, lex credendi), ale również o wynikającą z historii zbawienia doniosłość poszczególnych liturgicznych dni, które na przetrzeni wieków zostały ułożone przez Kościół w pewną hierarchię: uroczystości, świąt, wspomnień, ferii, wigilii i oktaw. Ta hierarchia jest również wyrazem katolickiej wiary.
       Trójca Przenajświętsza. Z punktu widzenia teologii, nie ma żadnej różnicy pomiędzy poszczególnymi Osobami Ojca i Syna i Ducha Świętego i jakikolwiek element subordynacjonizmu (tj. mówienia o wyższości jednej Osoby nad drugą) jest ni mniej, ni więcej herezją. Pięknie tę prawdę wyraża prefacja mszalna, która opisując tajemnicę Boga Trójjedynego mówi o niej w taki oto sposób:
       "Ty [Ojcze] z Jednorodzonym Synem Twoim i Duchem Świętym jednym jesteś Bogiem, jednym jesteś Panem, nie w jedności jednej osoby, lecz w jednej istocie Trójcy. W co bowiem z objawienia Twojego wierzymy o Twej chwale, to samo utrzymujemy bez żadnej różnicy o Twoim Synu i Duchu Świętym. Tak, iż wyznając prawdziwe i wiekuiste Bóstwo wielbimy odrębność Osób, jedność w istocie i równość w majestacie. Majestat ten chwalą Aniołowie i Archaniołowie, Cherubini i Serafini, którzy nie przestają wołać codziennie jednym głosem powtarzając".
       Jak więc się to stało, że objawieniu się drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej, czyli Synowi Bożemu (Uroczystość Narodzenia Pańskiego), w zreformowanym kalendarzu przysługuje cała oktawa, a objawieniu się Trzeciej Osoby, Duchowi Świętemu, jedynie jeden dzień? Gdzie się podział liturgiczny wyraz owej "równości w majestacie" i należnej chwały, która przysługuje wszystkim Osobom "bez żadnej różnicy"? Teologia nie pozstawia nam tu zbyt wielkiego pola do manewru, więc aby nie wprowadzać nawet namiastki subordynacjonizmu pomiędzy Synem, a Duchem Świętym trzeba było albo znieść obie oktawy, albo je obie pozostawić.
       Liturgia jest rzeczywistością świętą, czyli wydzieloną z tego świata, albo mówiąc dokładniej, należącą do innej, nie-ludzkiej rzeczywistości. Jak widzimy ta świętość przenika nie tylko słowa i gesty celebracji, ale również dosięga układu liturgicznego roku - uobecnień (re-prezentacji) zbawczych dzieł Boga. Stąd też ten "porządek liturgicznego czasu" nie może być czymś przypadkowym, czymś wymyślonym na prędce, gdyż i on, w samej swej istocie jest częścią depozytu wiary.
Vas spirituale - ora pro nobis!
W Oktawie Zesłania Ducha Świętego.

piątek, 25 maja 2012

O zesłaniu Ducha Świętego, czyli myśl szeroko uśmiechnięta

        Na kilka godzin przed zesłaniem Ducha Świętego Apostołowie wraz z Matką Jezusa przebywali w Wieczerniku. Maryja, widząc zasmucone twarze osieroconych przez swego Syna uczniów zaraz zmobilizowała ich do modlitwy. Siedzieli więc razem odmawiając różaniec. Tajemnice radosne, jak mniemam, gdyż Zmartwywchwstanie Pana pozwoliło im zapomnieć o bolesnych, a wszystkich chwalebnych natenczas jeszcze nie znali. Spośród Apostołów tylko jeden nie mógł skupić się na modlitwie. Niby ruszał wargami, niby przeplatał w palcach zdrowaśki, ale myśli niosły go hen daleko. Był to św. Piotr, ten sam, którego Zbawiciel wybrał na pierwszego papieża. Zastanawiał się on i ni jak nie mógł pojąć, co też Pan Jezus miał na myśli, kiedy mówił, że gdy odejdzie z tego świata pośle Apostołom Ducha Świętego? Piotr pytał sam siebie: Kim jest ten Duchy Święty? Jak On wygląda? Czy to człowiek? A jeśli tak, to czy jest podobny do Pana Jezusa? Nie dawało mu to spokoju. Postanowił więc kogoś się poradzić.
          Pierwszą osobą, która przyszła mu do głowy była Maryja – Matka Boża. Piotr spojrzał na Nią i po chwili ... zmienił zdanie. Co też Ona może wiedzieć o Duchu Świętym? - mruknął pod nosem - Ona umie się tylko modlić, całe Jej życie to jedna wielka modlitwa. Lepiej będziej jeśli zapytam się kogoś innego. Rozejrzał się po sali i dostrzegł w rogu św. Mateusza. Tak - kiwał głową - umysł ścisły i ekonomista. On mi na pewno wszystko dokładnie wyjaśni. 
       Gdy ten tylko usłyszał pytanie Piotra spojrzał się na niego spod czoła i zniesmaczony wycedził przez zęby: To ty, pierwszy papież, namiestnik Pana pytasz się mnie o takie rzeczy? Piotrze! Skało! Fundamencie Kościoła! Stróżu depozytu wiary! Jak słuchałeś Jezusowych słów? Wiesz, co zrobię abyś nie zapomniał o tym, co ci Zbawiciel powiedział pod Cezareą Filipową? Opiszę tę historię w Ewangelii, nad którą właśnie zaczynam pracować.
Przykro się zrobiło Piotrowi. Błądził wzrokiem po twarzach Apostołów, myśląc kogo by się tu jeszcze zapytać o Ducha Świętego? Mam! Już wiem – zawołał – przecież jest św. Jan, umiłowany uczeń Pana. Młodziak wprawdzie i wąs mu się jeszcze nie puścił, ale głowę to on ma na karku, że hohoho. Jan słysząc piotrowe pytanie uśmiechnął się i mówi do niego w te słowa:
Przecież to takie proste. Jednorodzony, przedwieczny Logos, który równy jest we wszystkim Ojcu, i który był na początku u Ojca i przez którego wszystko się stało, a nie muszę ci chyba dodawać, że bez Niego nic by się nie stało co się stało, obiecał nam, że jak wstąpi do nieba i zasiądzie po prawicy Ojca przyśle Swego Parakleta, który wszystko nam objaśni. Paraklet bowiem jest Duchem prawdy, a dopiero prawda będzie nas mogła wyzwolić.
Św. Piotr szeroko otworzył oczy. Przemądrzały smarkacz - pomyślał. Kiwnął kilka razy głową na takie dictum i lekko ironizującym tonem powiedział: Rzeczywiście interesujące. Zapisz to gdzieś. Tylko dodaj do tego jakiś obszerniejszy komentarz, może ktoś to kiedyś zrozumie, ale przypuszczam, że nieprędko.
Usiadł biedny Piotr na taborecie. Płakać mu się zachciało. Pan Jezus kazał nam głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu - mruczał kręcąc głową - a my wszyscy, którzy słuchaliśmy Jego nauk, którzy widzieliśmy Jego cuda, Jego Zmartwychwstanie siedzimy przestraszeni w Wieczerniku. Upadł na kolana i we łzach zaczął się modlić.
Wtem, zrobiło mu się tak jakoś dziwnie ciepło. Patrzy, a nad głowami wszystkich pojawiły się ogniste języki. Ni stąd, ni z zowąd dmuchnął silnie wiatr. Już miał Piotr krzyczeć do Tomasza niedowiarka, że mu się włosy palą, gdy Jakub Starszy, zerwawszy się na równe nogi, zawołał do niego: Piotrze, ale Ci się z głowy dymi!!! Po chwili wszystko ustało. Piotr jednak spostrzegł, że niczego się nie boi. Zastanowił się teraz nad tym, kim jest Duch Święty i wszystko zrozumiał bez pytania kogokolwiek. Wiedział już, że Duch Święty to Duch miłości, Duch, który daje mądrość, który uszlachetnia ludzi do złożenia świadectwa prawdzie, że to właśnie On uczy prawdziwej miłości, nie pozwala, by w człowieku upadła nadzieja i strzeże w nim prawdziwej wiary. W chwilę potem, pchnięty jakąś nieludzką siłą, stanął u drzwi Wieczernika i szeroko je otworzył. W te pędy pobiegł na jerozolimski rynek i zaczął na nim głosić we wszystkich językach świata, że to Jezus z Nazaretu jest obiecanym Mesjaszem, że to On z miłości dla nas umarł na krzyżu, i że trzeciego dnia zmartwychwstał. W ślad za nim na miasto ruszyli inni uczniowie. W Wieczerniku zaś została tylko Najświętsza Maryja Panna, która biorąc do ręki swój stary różaniec spojrzała w niebo i wyszeptała: Oj Synku, teraz to dopiero potrzebna im będzie modlitwa. 
W takich to właśnie okolicznościach narodził się Kościół. Tak rozpoczęło się głoszenie Ewangelii. A stało się to wszystko za sprawą Ducha Świętego, który w dniu Pięćdziesiątnicy zstąpił na Apostołów.
 Vas spirituale - ora pro nobis!