środa, 14 sierpnia 2013

Patrzeć w niebo, czyli myśl w wigilię Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

"Gdy zaś inne stworzenia wzrok spuszczają w ziemię, człowiek otrzymał postać wyniosłą, miał nakaz patrzeć w niebo, twarz zwracać ku gwiazdom".
                                                                                                                             Owidiusz, Przemiany

     Tuż przy słynnym ze swoich fontann i egipskiego obelisku rzymskim Placu Navony znajduje się jeden z moich ulubionych kościołów Wiecznego Miasta - Sant'Agnese in Agone. Historia tej świątyni sięga roku 1651, kiedy to Giovanni Battista Pamphilij, z woli Bożej i decyzji kardynalskiego kolegium papież Innocenty X, po nabyciu licznych okolicznych posiadłości, podjął decyzję o wybudowaniu na miejscu starej, poświęconej św. Agnieszce świątyni, nowego barokowego kościoła. Nie bez nieporozumień pomiędzy architektami (Carlo Rainaldi, Francesco Borromini, Giovanni Lorenzo Bernini), którym kolejno to powierzano, to odbierano realizację projektu, został wzniesiony monumentalny budynek, który swym układem i wystrojem zachwyca każdego, kto przestępuje jego progi. Wnętrze kościoła przyciąga uwagę wieloma dziełami sztuki: głównym, w całości rzeźbionym ołtarzem Świętej Rodziny, wykonanymi w tej samej technice przedstawieniami śmierci rzymskich męczenników: św. Cecylii, św. Aleksego, św. Eustachego, św. Emerencjany oraz blisko dwumetrową rzeźbą ukazującą ostatnie ziemskie chwile św. Sebastiana. Doprawdy, siła promieniowania urokiem tego miejsca jest tak duża, że nawet zupełnie nie umiejące się zachować w innych świątyniach grupy japońskich i amerykańskich turystów tu niespodziewanie milkną, dając się pochwycić zachwytowi nad pięknem, które trwa i nigdy nie przeminie. Ars longa, vita brevis. Pośmiertny tryumf XVII i XVIII-wiecznych mistrzów pędzla i dłuta.
       Jednak przy całym tym zachwycie dla walorów barokowego wystroju świątyni ten, kto nie podniesie wzroku ku górze, kto nie oderwie się od horyzontalnej perspektywy widzenia rzeczy i nie spojrzy w stronę kopuły ozdobionej przedstawieniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wizytę w kościele Świętej Agnieszki może uznać za niebyłą.
       Dante Alghieri w Boskiej komedii wprowadzając czytelnika w bramy raju, zaczął swą opowieść o nim słowami, które przychodzą na myśl, kiedy staje się w zachwycie pod sufitem świątyni:

"Majestat wszystkich rzeczy Wzruszyciela
W przestwory wnika i na światów skronie
Ustopniowaną jasnością odstrzela.
W niebie, co wporzej bożych iskier chłonie,
Byłem widziałem, czego nie wyświęci
Słowami człowiek, choć był w tamtej stronie.
Bo przybliżony do celu swej chęci
Rozum nasz tak w nim przepaściście ginie
że nie pociągnie za sobą pamięci".

      Nade mną niebo, którego "człowiek słowami swemi nie wyświęci". Fresk Wniebowzięcia, pełen kapitalnych szczegółów robi ogromne wrażenie. Jest on dziełem rzymianina Cirro Ferri, ucznia słynnego Piotra z Cortony. Ferri rozpoczął zdobienie kopuły świątyni w 1670 r., jednakże zmarł przed definitywnym ukończeniem prac, które to z kolei przypadły w udziale jego uczniowi - Sebastiano Cobelliniemu. W całym dziele uderza jednocześnie dbałość o detal i uporządkowana swoboda z jaką artysta rozlokowuje niebieskie postaci. Złoty pierścień przy świetliku powoduje, że kopuła wydaje się być jeszcze wyższa niż w rzeczywistości. Aniołowie i święci w niczym nie przypominają sztywnych, nieruchomych  posągów. Wprost przeciwnie! Obraz porusza się, oddycha, żyje. Niebo jest życiem.
        Głównym motywem malunku jest wejście do niebieskiej chwały Najświętszej Maryi Panny. Stoi Ona na obłoku, odbierając hołdy całego niebieskiego zgromadzenia, ale co ciekawe nie czyni tego w geście zwycięzcy, w geście zawodnika, który dopiero wygrał zawody. Jej ramiona nie wznoszą się ku górze, lecz rozciągają się od wschodu do zachodu. Ten gest to symbol matczynej miłości, którym Maryja chce objąć całe stworzenie. Alegoria Kościoła. W ten właśnie sposób tryumfuje pokora i posłuszeństwo bożym wyrokom. Tak oto, odnosi zwycięstwo bezgraniczne zaufanie Panu wyrażone przed laty jednym tylko słowem fiat. "Niech mi się stanie według słowa Twego".
       W kolorowych albumach, które przywiozłem z muzeów Paryża, Rzymu, Florencji, Brukseli i innych miast szukam wcześniejszych niż XVII-wieczne przedstawień Wniebowzięcia. Doprawdy jest rzeczą niezwykle interesującą spostrzec, jak chrześcijanie i to na długo przed formalnym ogłoszeniem dogmatu wierzyli, że Matka Boga nie zakończyła swego życia w taki sam sposób jak inni grzesznicy. W XVI wieku Jacopo Tintoretto, w XV-tym. mnisi Fra Anglelico i Filippo Lippi, w XIV-tym Giotto, w XIII-tym Jacopo Torriti oddali językiem sztuki prawdę wiary, którą dziś świętujemy. Stąd też Pius XII, definiując w 1950 r. naukę o Wniebowzięciu razem z duszą i ciałem Najświętszej Maryi Panny w jednakowym stopniu argumentował biblijnym fundamentem, świadectwem Ojców i teologów, co i głęboko zakorzenioną wiarą prostego ludu, który nie mogąc zgłębiać tajemnic Boga w bibliotekach i uniwersyteckich aulach odkrywał prawdę o Niewypowiedzianym na kolanach.
       Na koniec chcę dodać już tylko jedno zdanie, jak cudowną i zapierającą dech w piersi rzeczywistością musi być niebo skoro według słów św. Pawła, "nie widziało oko, nie słyszało ucho, ani ludzki język nie zdoła wyrazić" jego piękna. Myślę jednak, że na te słowa Apostoła Narodów trzeba brać sporą poprawkę, wszak św. Pawłowi nie dane było nigdy odwiedzić kościoła Sant'Agnese in Agone, gdzie geniusz Ferriego szeroko otworzył okno na błogosławioną wieczność.
Regina in coelum assumpta - ora pro nobis!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza