czwartek, 23 czerwca 2016

"Kochać Kościół taki, jaki jest" – Kazanie na drugą niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego


Dzisiejszy fragment Ewangelii Łukaszowej o zaproszonych na ucztę zachęca nas byśmy zastanowili się, Moi Drodzy, nad naszym powołaniem do życia w Kościele.
W Kościele, tak jak w domu są różne naczynia: metalowe, drewniane, gliniane. I każde z nich jest w kuchni jedyne w swoim rodzaju i nie do zastąpienia. Zupy nie ugotuje się przecież w glinianym garnku, ani nie upiecze się ciasta w drewnianym pojemniku. Podobnie jest z naszym powołaniem do bycia w Kościele. Każdy z nas, stosownie do Bożego zamysłu, jest powołany do wypełnienia konkretnego zadania, konkretnej misji. Niezależnie czy jest się drewnianą miską, czy złotym talerzem, kapłanem, osobą świecką, bratem lub siostrą zakonną każdy z nas jest w tej Boskiej kuchni potrzebny i niezastąpiony.
Słynny pisarz angielski Evelyn Vaugh w ten oto sposób opisywał swoje życie po nawróceniu na katolicyzm: „Niekończąca się, cudowna podróż, w czasie której ciesząc się zdobytą wolnością, odkryłem nieznaną mi wspaniałą krainę”. Waugh podobnie jak wielu konwertytów, bardzo pragnął podzielić się swoimi przeżyciami i dlatego w pisanych przez siebie listach, wyjaśniał prawdy katolicyzmu swoim niekatolickim przyjaciołom. Jego doświadczenie z okresu nawrócenia nauczyło go, że bardzo trudno zrozumieć, czym jest Kościół z pozycji zewnętrznego obserwatora. Dlatego dla wszystkich, którzy chcieli zrozumieć nauczanie Kościoła rzymskiego pisarz miał prostą radę: „Wejdź do środka! Przypatrz się Kościołowi za punkt obserwacji przyjmując jego centrum. Rozejrzyj się po całej budowli. Poczuj ją! A dopiero potem zdecyduj, co o tym myślisz”.
Moi Drodzy! Aby odkryć piękno naszego powołania do życia w Kościele trzeba wejść do Jego środka – i tak jak mówił Waugh – trzeba poczuć Kościół. Trzeba poznać Go takim, jaki On naprawdę jest. Mamy być w Kościele, mamy w Nim żyć, mamy Go kochać. Nie jakąś abstrakcję! Kościół wydumany, zmyślony, czy wyidealizowany. Trzeba wejść do Niego i stanąć nie tylko przed tym, co jest w Nim piękne, dobre i szlachetne, ale również trzeba zmierzyć się z mrokiem niewiary, z beznadzieją, z grzechem, z brzydotą choćby nowej architektury sakralnej, z niepoważnymi, czy wręcz gorszącymi zdaniami wypowiadanymi przez osoby, które stoją na Jego czele. Kościół trzeba pokochać taki, jaki on NAPRAWDĘ jest, wyrażając sprzeciw wobec tego, co głupie złe i prostackie oraz trwając przy tym, co wynosi naszego ducha wprost ku Bogu.
W obecnym bowiem czasie, w tym jakże newralgicznym okresie dziejów Kościoła, w czasach kryzysu wiary na miarę epok Ariusza i Lutra toczy się gra o to, kto wyjdzie z widzialnych struktur Kościoła. Zdając sobie sprawę z niezupełnej adekwatności tych terminów, mimo wszystko ich użyję. Kto z Kościoła wyjdzie? Kto z Niego da się wypchnąć? Konserwatyści, czy liberałowie? Będąc świadkami tych zmagań trzeba nam mocno trwać przy nauce św. Pawła Apostoła, który w Liście do Galatów pouczał: „Innej Ewangelii nie ma! Są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową”. A nie wolno nam zapominać o tym, że w stawce tej gry jest to, co tu na ziemi jest najcenniejszego – wiara, ortodoksyjność Objawienia, a wreszcie życie wieczne. 
Co więcej możemy uczynić? Czy jako ludzie, którzy żyją wiarą katolicką, wiarą wszystkich pokoleń mamy, jak to twierdzą niektórzy, wyjść ze struktur Kościoła? Ale dokąd pójdziemy? Do jakiej wspólnoty? Przecież tu jest nasz dom. Nie, Moi Drodzy! My mamy nadal trwać w Kościele! Mamy żywić się łaską sakramentów i słuchać słów dających życie wieczne. Mamy modlić się i robić to, co w naszej mocy dla rozszerzenia się Królestwa Bożego, bo to właśnie znaczy trwać w Kościele.
Podobnie, jak z wejściem do Kościoła, rzecz się ma z tradycyjną liturgią. By wypowiedzieć się na jej temat trzeba ją poznać. Nie sposób jest zaszczepić ducha miłości do Mszy łacińsko-gregoriańskiej u tych, którzy nigdy w niej nie uczestniczyli. Nie da rady dyskutować o niej z tymi, którzy nigdy nie poczuli ożywczego powiewu wieczności wówczas, gdy kapłan odwraca się do wiernych z pozdrowieniem: Dominus vobiscum. Nie pojmą oni tego, czym jest radość autentycznego katolicyzmu, czyli ogarniającej cały świat powszechności, dopóki nie poczują tego wspaniałego uczucia, kiedy wspólnie można zwrócić się ku Bogu i niezależnie od kraju pochodzenia, niezależnie od ojczystego języka śpiewać można jednym głosem „Nową pieśń” opiewającą wielkie dzieła, które uczynił i nadal czyni nam Pan.
Ale jest jeszcze jedna sprawa, na którą trzeba nam zwrócić uwagę. Dla nas, którzy dzięki sakramentowi Chrztu Świętego już w Kościele jesteśmy to zaproszenie: „Wejdź do Kościoła” znaczy również tyle, co: „Zdaj sobie sprawę z Twojej osobistej odpowiedzialności za Bożą Oblubienicę”, bowiem nie tylko papież, biskupi i księża, ale każdy z nas, na miarę swoich możliwości jest odpowiedzialny za prawowierność i integralność katolickiej nauki, za świętość celebracji sakramentów, za wierne głoszenie katolickich zasad moralnych. Kochani! Nie spodziewajcie się, że zmiana obecnej sytuacji w Kościele przyjdzie odgórnie. Ten czas jest waszym czasem! To czas ludzi świeckich, którzy w pełen kultury, ale i stanowczości sposób będą po Mszy Świętej przychodzić do zakrystii i będą zwracać uwagę księżom, że podczas sprawowania Liturgii świętej nie ma miejsca na tańce i klaskanie w ręce, bo nie wypada, bo nie przystoi, bo się wreszcie nie godzi, by na Golgocie, pod wiszącym na krzyżu ciałem konającego Zbawiciela urządzano jakieś festyny i festiwale! To jest czas tych, którzy zdobędą się na odwagę i którzy powiedzą, że się nie godzi, by do mówienia kazań były dopuszczane osoby świeckie, że nie godzicie się na Komunię Świętą na rękę, na bagatelizowanie i desakralizowanie tego, co ma się tu na ziemi najświętsze. Że nie wolno w ten sposób traktować Boga, przed którego potęgą, nie przed Nim samym, tak jak to mamy do czynienia w Komunii Świętej, ale jedynie przed mocą Mojżesz i Eliasz padali na twarz! Nie wolno jest bowiem dać się szerzyć w przestrzeni kościelnej mentalności, która każe odwracać się plecami od tego, co najważniejsze i która chce zaspakajać doraźne ludzkie pragnienia dyktowane okolicznościami. Kropla drąży skałę! Jeśli trzeba będzie przyjść do tej zakrystii raz drugi, i trzeci, i czwarty to trzeba będzie to zrobić.
Moi Drodzy! Każdy z nas toczy różne duchowe boje. Nie raz upadamy! Nie jeden czart wziął na cel nasze dusze właśnie ze względu na tę szczególną wrażliwość na obecność Boga w świętej liturgii. Ale czy zdajecie sobie sprawę z tego, że od bycia nieprzejednanym w tej najważniejszej kwestii zależeć może nasze zbawienie? To jest Wasz czas! To czas odwagi ludzi świeckich! Jeśli uważacie, że są inni, świętsi, mądrzejsi, bardziej wpływowi, którzy zastąpią Was w tym zadaniu, to się mylicie! To jest Wasz czas! Czas świeckich, którzy muszą się wykazać determinacją i wolą walki niekiedy większą nić jeden duchowny, by bronić i obronić to, co najważniejsze.
Przesłanie z dzisiejszej niedzieli brzmi więc w następujący sposób! Być w Kościele! Kochać go takim, jaki on NAPRAWDĘ jest! I walczyć o jego świętość pomimo własnej grzeszności i osobistych ograniczeń. Amen.
Mater Ecclesiae, ora pro nobis!

1 komentarz:

  1. Konserwatyści nie wyjdą z Kościoła, bo prawdziwy Kościół Katolicki jest konserwatywny, inaczej mówiąc tradycyjny. Tradycjonaliści będą bronić prawdziwego KK i z niego nigdy nie wyjdą, choć może się okazać, że będą musieli zejść do tzw. "katakumb", gdyż będą prześladowani za wierność Ewangelii. Natomiast mam wątpliwości, czy liberałowie są naprawdę w Kościele katolickim, czy tylko tak im się zdaje, że do niego przynależą? Formalnie w nim są, ale w rzeczywistości ich poglądy na doktryny i moralność są obce katolickiej nauce; zatem po co tworzyć fikcję przynależności do Kościoła katolickiego? Oni sami się oszukują i co gorsza zwodzą innych pokazując, że można być w Kościele i wyznając wiarę w Jezusa, a jednocześnie nie przestrzegając Jego nauki.

    OdpowiedzUsuń