środa, 16 marca 2016

Sandomierskie kazania pasyjne. 1050 lat Chrztu Polski. Rok 1966


Stat crux dum volvitur orbis!
           Moi Drodzy! To już nasze ostatnie rozważanie o Krzyżu w historii Polski podczas tegorocznego Wielkiego Postu. Za tydzień z tego miejsca głosił nam będzie naukę ojciec rekolekcjonista.
            To nasze dzisiejsze zatrzymanie się pod krzyżem chciałbym poświęcić wydarzeniu Millenium Chrztu Polski. Cofnijmy się w czasie o lat 50, o pół wieku, do roku 1966 i przywołajmy tamte niezwykłe chwile, tamte dni, które przecież wielu z nas tu obecnych dobrze pamięta! Zacznę od pewnego cytatu, który bardzo dobrze oddaje atmosferę tamtych czasów i samego milenijnego wydarzenia.
„Kościół prowadzi z nami wojnę, ale tej wojny nie wygra. To my ją wygramy. Wyszyński chce mieć rząd dusz! A rząd dusz w tym kraju ma socjalizm. Kościół nie ma do niego prawa” – mówił zupełnie otwartym tekstem w przededniu rocznicy Chrztu Polski Wiesław Gomułka.
            Zatrzymajmy się przez chwilę nad tymi słowami, by wyciągnąć z nich pożyteczną naukę. Człowiek siadając przed ekranem telewizora, czy monitorem komputera, słuchając radiowych wiadomości o obecnym stanie naszego Państwa, o sporach pomiędzy partiami politycznymi łamie sobie głowę i pyta: Co się dzieje? O co tu naprawdę chodzi? A chodzi właśnie, Moi Drodzy, o nic innego jak o rząd dusz. Nawet nie o ziemską władzę nad ludźmi, bo ta nie jest wieczna. W sporze, którego dziś jesteśmy świadkami, zresztą jak w każdym innym sporze z przeszłości chodziło i nadal chodzi o dobro i zło, o prawdę i kłamstwo, o Boga i o Szatana, a w konsekwencji o życie wieczne lub wieczną śmierć. Tak jest teraz i nie inaczej było pół wieku temu.
W 1966 r. wbrew zdecydowanie nieprzychylnemu stanowisku władz państwowych, wbrew wszelkim możliwym utrudnieniom, łącznie z aresztowaniem kopii ikony Matki Boskiej Częstochowskiej przygotowania do uroczystości milenijnych przyniosły nieoczekiwane owoce.
To dzięki Kościołowi katolickiemu, pierwszy raz od wielu dziesięcioleci przez Polskę przetoczyła się fala radości i święta. Krzyż wyrzucony ze szkół, szpitali, sądów, uniwersyteckich auli i zakładów pracy, Krzyż nieobecny w życiu publicznym, w 1966 r. bezsprzecznie zatryumfował. Oto sterroryzowani i permanentnie inwigilowanie ludzie poczuli się wolni, poczuli się realną siłą. Na jasnogórskich wałach, czy pod parafialnymi świątyniami ludzie wierzący policzyli się! Wbrew staraniom władzy komunistycznej dążącej do atomizacji społeczeństwa, Polacy zobaczyli są, że nie zginęli, dzięki mocy Krzyża poczuli się zjednoczeni! W 1966 r. zrozumieli, że choć o naszą wolność i niezawisłość nikt na arenie międzynarodowej się nie upomina, żadne państwo i żaden rząd, to jest jeszcze jeden element, jeszcze jeden czynnik, czynnik wiary, czynnik Krzyża, który może sprawić, że ludzie ponownie zatęsknią za prawdziwą wolnością i narodu, i ducha.
Ten cud przebudzenia ludzkich sumień był możliwy i z innego powodu. W 1966 r. pomimo tego, że nasze państwo było marionetką w rękach Moskwy, to Polska dysponowała jeszcze imponującym arsenałem świętości, dysponowała ogromnym rezerwuarem ducha: pełnymi świątyniami wiernych, zdrowymi rodzinami, licznymi powołaniami kapłańskimi i zakonnymi. Kościół w tamtych niezwykle trudnych czasach miał świadomości tego, że z Chrystusowego ustanowienia jest Kościołem wojującym. Wiedział dobrze i często powtarzał to Polakom ustami swych kapłanów, że „twierdzą ma być każdy próg” i to właśnie dlatego z wojny, o której mówił Tow. Gomułka wyszedł zwycięski. Dlatego odniósł tryumf nad najbardziej nieludzkim z politycznych systemów.
          Kardynał Wyszyński doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Zdawał sobie sprawę, że nie może dążyć do otwartego konfliktu z władzą. Wiedział, że Polska ograbiona z Wilna i z Lwowa, pozbawiona elit wymordowanych w Katyniu i w Oświęcimiu, Polska spalonych bibliotek i Uniwersytetów, Polska okradziona materialnie nie może stracić ostatniego i największego bogactwa, za nic nie może sobie pozwolić na uszczerbek wiary! Wiedział, że nasza Ojczyzna nie może utracić tej nośnej siły, tego generatora cywilizacji, który jest w stanie podnieść ją z materialnych i moralnych ruin. Prymas Tysiąclecia niejednokrotnie dawał wyraz tego w swoich kazaniach i listach pasterskich. Uczył:
- „że to nie Kościół ma się dostosować do świata, ale świat ma się dostosować do Ewangelii”;
- „że nie tylko człowiek ma być Boży, nie tylko Boża ma być rodzina, ale również Boży ma być naród”;
- przypominał, że: „Krzyż jest dla współczesnego świata wyrzutem sumienia, bo przypomina wywyższenie poniżonego dziś człowieczeństwa;
- powtarzał: „że nie powinniśmy ulegać pokusie zbawiania świata kosztem własnego narodu, ponieważ w pierwszym rzędzie to wobec braci Polaków, a nie innych nacji jesteśmy wezwani do realizowania swego chrześcijańskiego powołania” – pomyślmy tylko, czy ten głos rozsądku nie powinien zabrzmieć i dzisiaj w toczącej się dyskusji na temat tzw. imigrantów, którzy milionami zalewają właśnie Stary Kontynent?
            Ale ten rok 1966, Drodzy Bracia i Siostry, miał jeszcze jedno, zdecydowanie mniej pogodne oblicze. W całej tej radosnej atmosferze milenium Chrztu Polski nie mogli uczestniczyć Polacy z Londynu, Paryża i Nowego Jorku. Najwięksi patrioci! Żołnierze II Korpusu gen. Andersa, piloci z Dywizjonu 303, pancerniacy gen. Maczka, żołnierze Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych, emigranci polityczni jak pisarze Józef Mackiewicz, czy Kazimierz Wierzyński. Ale nie tylko oni! W tej atmosferze święta nie mogli uczestniczyć i ci z naszych rodaków, którzy nigdy z Polski nie wyjechali: mieszkańcy Grodna, Wilna i Lwowa, a którym sama Polska odjechała w 1945 r. To im dzisiaj, w 1050 rocznicę Chrztu Polski należy się od nas rekompensata i duchowa, i materialna za poprzedni, stracony przez nich jubileusz chrześcijańskiej wiary.
           Zastanawiałem się, moi Drodzy, w jaki sposób zakończyć ten cykl kazań. Jak je podsumować. I oto wpadł mi w ręce Sonet 39 Adama Asnyka, którego słowa chcę zadedykować nam, którym losy i Kościoła i Narodu polskiego mocno leżą na sercu:

„Póki w narodzie myśl swobody żyje,
Wola i godność, i męstwo człowiecze,
Póki sam w ręce nie odda się czyje
I praw się swoich do życia nie zrzecze,
To ani łańcuch, co mu ściska szyję,
Ani utkwione w jego piersiach miecze,
Ani go przemoc żadna nie zabije -
I w noc dziejowej hańby nie zawlecze.
Zginąć on może z własnej tylko ręki:
Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha,
Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki -
I to zwątpienie, co szepcze do ucha:
Że jednym tylko lekarstwem na męki
Jest dobrowolne samobójstwo ducha”.

Umiłowani Czciciele Chrystusowego Krzyża! Polacy! Rodacy! Nie popełniajmy tego samobójstwa ducha poprzez odwrócenie się od Krzyża! Nie porzucajmy go! Nie odchodźmy od niego, bo tylko on jest stałym fundamentem, tylko on się nie zmienia, gdy kapryśny świat ciągle wymyśla i podąża za nowymi modami. Stat crux dum volvitur orbis! Oto przesłanie, które nic nie traci ze swej aktualności i dziś, i jutro oraz i na kolejne lata, aż do ponownego przyjścia Chrystusa w chwale, któremu za dzieło Odkupienia, za jego Krzyż niech będzie chwała i cześć po wszystkie wieki. Amen. 
Regina Poloniae - ora pro nobis!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza